W kraju wojaka Szwejka, Rumcajsa i Krecika

W kraju wojaka Szwejka, Rumcajsa i Krecika

Tak! Po raz trzeci oddziałowa wycieczka zawiodła nas do Czech. Po klimatycznej Pradze w roku 2024 i słonecznych Morawach w 2025 r. przyszedł czas na południowe Czechy. I znów była to majówka, bowiem wyruszyliśmy 30 kwietnia, a wróciliśmy 3 maja. Kto? 50 członków PTTK OM w Gubinie, oczywiście z wszystkich kół i klubu LUZ. Organizacji podjęły się Iwona Kolińska i Teresa Zajkowska, mocno wspierane przez polsko-czeską koleżankę Helenę Hornową. Wygodnym autokarem z zielonogórskiego PKS, z Robertem M. za kierownicą, sprawnie dotarliśmy do Trutnowa, gdzie czekała nasza pilotka Helena.

Atrakcją pierwszego dnia była niewielka, pięknie położona miejscowość Kuks, niegdyś kurort-rezydencja hrabiego F. A. Šporka, dziś zachwycająca unikalnym połączeniem naturalnego piękna, bogatej historii i skarbów kultury. Podziwialiśmy w niej jedną z największych pereł europejskiego baroku wyglądającą jak pałac. W rzeczywistości jest to dawny szpital dla biednych weteranów wojennych. Zwiedziliśmy w nim muzeum farmacji, obejrzeliśmy niezwykłe freski, a przede wszystkim prace Mateusza Bernarda Brauna – czołowego rzeźbiarza baroku w Czechach, twórcy słynnych rzeźb z Mostu Karola w Pradze.
Jego kuksowskie rzeźby przedstawiają cnoty i wady ludzkie. Tym pierwszym patronuje Anioł Błogosławionej Śmierci, a drugim – Anioł Bolesnej Śmierci. Wszystkie postaci są bardzo emocjonalne, mają niezwykłe pozy, pełne ekspresji oblicza i doskonale ilustrują znane powiedzenie: „Każdy święty ma swoje wykręty”.
Spacer po ogrodzie, urokliwych uliczkach z drewnianymi domkami i mała sesja fotograficzna zakończyły naszą krótką wizytę w pięknym miejscu nad Łabą. Tylko z zewnątrz patrzyliśmy na przytulne restauracje i kawiarenki. Może kiedyś zajrzymy do Kuksu na dłużej? Zachęcał do tego nasz ogrodnik-przewodnik Peter. Jego mama jest Polką pochodzącą z Rzeszowa, on sam uczy się polskiego i doskonale sobie poradził w roli naszego przewodnika po Kuksie. Zapewnił, że chętnie oprowadzi po tym niezwykłym miejscu wszystkich gości z Polski.
Ruszyliśmy do Czeskich Budziejowic. Podróż trwała dłużej niż planowaliśmy, bo u naszych południowych sąsiadów, podobnie jak u nas, wciąż buduje się bądź naprawia drogi. Mimo przestojów zdążyliśmy się zakwaterować w hotelu: UBYTOVNA U NÁDRAŽÍ. Miejsce zakwaterowania nie oferowało luksusów, ale zapewniało to, co niezbędne turystom: dwuosobowe pokoje z wygodnymi łóżkami i czystą pościelą, łazienki, kuchnie na każdym piętrze i miłą atmosferą. Blisko mieliśmy do restauracji na obiadokolacje i śniadania. W „Czarnym Koniku” pierwszego dnia czekały na nas knedliki z gulaszem, oczywiście. Większość skusiła się na degustację czeskiego piwa, to przecież niemal narodowy napój w ojczyźnie wojaka Szwejka ( wg statystyk Czech wypija 188 litrów piwa rocznie). Najwytrwalsi udali się na pierwszy spacer po Budziejowicach, większość jednak odpoczywała po długim dniu.
Rankiem 1 maja udaliśmy się do Krumlova – miasteczka, którego miłośnikiem jest m. in. nasz Burmistrz Zbigniew Bołoczko.
„Czeski Krumlov to liczące 13 tysięcy mieszkańców miasteczko, które leży 20 km na południowy zachód od Czeskich Budziejowic i jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej popularnych turystycznie miejsc w Czechach. Zawdzięcza to swojemu bajkowemu położeniu na wzniesieniu w zakolu Wełtawy, mnogości zabytków i wspaniałemu charakterowi starówki.
W mieście zachował się średniowieczny układ ulic, a większość architektury starego miasta pochodzi z XIII-XVII wieku; zabudowa utrzymana jest głównie w stylu gotyckim, renesansowym i barokowym. Wszystko to sprawia, że starówka wraz z zespołem zamkowym zostały w 1992 r. wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.”
Udało się nam zwiedzić przepiękne wnętrza zamku, pospacerować uliczkami zachwycającymi niezwykłym klimatem, posiedzieć w kawiarenkach nad Wełtawą, popatrzeć na oryginalny piętrowy most-wiadukt, nasycić oczy niepowtarzalnymi widokami
łączącymi cuda natury z pięknem architektury.
Niestety, perypetie z parkowaniem autokaru sprawiły, że trzeba było skrócić nasz pobyt w Krumlovie. Cóż… nienasycenie to motywacja do powrotu!
Pierwszomajowe popołudnie przeznaczyliśmy na spacer po Czeskich Budziejowicach, które pełnią funkcję głównego ośrodka administracyjnego, przemysłowego, handlowo-usługowego, akademickiego (trzy uczelnie) i kulturalnego regionu południowoczeskiego.
Miasto powszechnie znane jest z browarów produkujących piwa marki Budweiser, fabryki ołówków i kredek oraz klubów sportowych: piłkarskiego i hokejowego.
Idąc w kierunku historycznego centrum, trafiliśmy na koncert. Nasi wytrawni tancerze – Ewa i Wiesiek – ożywili uliczną imprezę, wykonując wspaniały taneczny układ. Oklaski i pełne podziwu okrzyki było słychać w całym mieście!
Największą atrakcją turystyczną jest Stare Miasto z zachowanym średniowiecznym układem urbanistycznym oraz zabudową reprezentującą wszystkie style architektoniczne od XII do XIX w. Jego centrum stanowi Rynek Przemysła Ottokara II o bokach długości 133 metrów. W jego centrum znajduje się fontanna Samsona z 1. poł. XIX wieku. Naszą uwagę zwrócił też ratusz z 1727 roku w stylu barokowym, zaprojektowany przez Antona Erharda Martinellego.
Nadszedł dzień trzeci wycieczki – 2 maja! Tuż po śniadaniu udaliśmy się do miejscowości Hluboka. I znów zachwytom nie było końca! Zamek Hluboka to neogotycka rezydencja z XIX w., uważana za jeden z najpiękniejszych zamków w Czechach, z bogatą historią i rozległym, wypielęgnowanym parkiem.
Pierwsza budowla w tym miejscu powstała w XIII wieku jako gotycka twierdza
myśliwska, zbudowana na polecenie czeskiego króla Przemysła Ottokara II,
pełniąca funkcję warowni i miejsca polowań królewskich. W kolejnych wiekach
zamek przechodził z rąk do rąk, należał m.in. do rodu Lobkowiczów i Jerzego z Podiebradów. W XVI wieku został przebudowany w stylu renesansowym, a w
XIX wieku obecna neogotycka forma powstała z inicjatywy księcia Jana II Adolfa Schwarzenberga, inspirowana angielskim zamkiem Windsor i stylem Tudorów.
Zamek ma 140 sal i 11 wież, w tym prywatne apartamenty książęce, reprezentacyjne sale z rzeźbionymi ścianami, kasetonowymi sufitami, eleganckimi meblami kryształowymi żyrandolami oraz bogatymi zbiorami obrazów, srebra, porcelany
i gobelinów. Chłonęliśmy to piękno, bogactwo, wręcz przepych, słuchając fachowych objaśnień. Zamek Hluboká nad Vltavou to nie tylko perła architektury neogotyckiej, ale
także ważny element dziedzictwa kulturowego regionu, przyciągający turystów z całej Europy i nie tylko, bo zauważyliśmy wśród zwiedzających wielu Azjatów.

Dodatkową atrakcją miejscowości jest rozległy park, założony przez Schwarzenbergów w połowie
XIX wieku, idealny do spacerów i wycieczek, o czym przekonaliśmy się osobiście. Położenie na wzgórzu nad rzeką Wełtawą zapewnia malownicze widoki
i romantyczną atmosferę.
W miejscowości Hluboka jest niewielkie zoo. Część koleżanek i kolegów skorzystała z możliwości odwiedzenia tego ogrodu. Inni wybrali spacer nad jeziorem oraz relaks przy kawie i lodach.
Popołudnie poświęciliśmy na kontynuację zwiedzania Budziejowic. Spora grupa zdecydowała się pokonać 220 schodów w Czarnej Wieży, by z wysoka podziwiać rozległe, prawie stutysięczne miasto. Warto dodać, że Czarna Wieża to w istocie wolnostojąca dzwonnica z XVI wieku wzniesiona przy utrzymanej w stylu barokowym Katedrze św. Mikołaja z lat 40. i 80. XVII wieku.
Śniadania jedliśmy w pierwszych dniach o 8.30, ale w ostatnim dniu wycieczki, tj. w niedzielę, już o 7.00 spotkaliśmy się w Czarnym Koniczku. Przed nami była bowiem długa podróż do domu. W planie było jednak zwiedzenie Kutnej Hory, do której dotarliśmy szybko i bez przygód. Tu czekała na nas kolejna uczta dla oczu i ducha.
Kutna Hora – partnerskie miasto Tarnowskich Gór – leży 70 km na wschód od Pragi. Z Górnego Śląska jedzie się tu 5 godzin . Miasto wyrosło w okresie średniowiecza na srebrze. Tu były kopalnie srebra (dziś muzeum), tu powstawały mennice, tu już w X wieku wybijano srebrne monety, zwane denarami, tu zachowały się liczne zabytki architektury, dzięki czemu Kutna Hora w 1995 została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO (podobnie jak partnerskie Tarnowskie Góry). Wśród pereł architektury dominuje gotycki Kościół Świętej Barbary, czyli średniowieczna świątynia budowana 500 lat, bardzo efektowna, wyjątkowa zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Kościół wyrastał powoli, od XIV wieku, na barkach podziemnych pracowników. A kiedy srebra zaprzestano wydobywać, to przerwano budowę, dlatego kościół ukończono dopiero w ubiegłym stuleciu.
Poświęcono go Świętej Barbarze, patronce górników, która i u nas na Śląsku otaczana jest szczególną czcią. Pełne niepowtarzalnego klimatu uliczki, urokliwe zakątki, deptak Św. Barbary z 12 rzeźbami barokowymi, wreszcie obiad w przyjemnej restauracji – wszystko to sprawiło, że Kutna Hora bardzo się podobała.
To już jest koniec! Po drodze do domu zatrzymaliśmy się jeszcze w Trutnovie, by pożegnać naszą nieocenioną pilotkę Helenkę Hornową. Do Gubina dotarliśmy przed nocą.
Ufam, że wycieczka dobrze zapisze się w pamięci uczestników, tym bardziej że dopisała pogoda, było słonecznie i z każdym dniem cieplej.
Dziękują za wspólny czas:

 Iwona Kolińska,
Helena Hornowa
i Teresa Zajkowska

Możesz również polubić…